Wykreować siebie od nowa.

Planowałam na dzisiaj całkiem inny post. Lżejszy, przyjemniejszy, bardziej powakacyjny, a będzie jaki będzie. Przyszłam dzisiaj z pracy nabuzowana emocjami i uczuciami pełnymi złości, gniewu, niezgody, wątpliwości, rozgoryczenia… Taka młoda – gniewna z wielkim NIE  w sercu, w myślach, w duszy, na plecach… Wszędzie. Przytłoczona i zbuntowana. Nie, to nie praca w taki sposób na mnie wpłynęła (a przynajmniej nie bezpośrednio). Zresztą, wielokrotnie już dochodziłam do konkluzji, że gdybym tak wprowadziła w życie wszystkie plany, pomysły, myśli, które pojawiają się w mojej głowie podczas sprzątania cudzych domów, to już dawno byłabym w innym miejscu, niż jestem obecnie. Byłabym daleko z przodu – bardziej spełniona i świadoma moich możliwości. Ale nie realizuję tego wszystkiego… Dlaczego? Nie wiem. Wpadam w szary rytm codzienności i zapominam o tym, aby o siebie zadbać w sposób najlepszy z możliwych.

Wczoraj mój post skierowany do Kobiet skomentował pewien Pan. Zrobił to w sposób bardzo logiczny, spostrzegawczy, bez owijania w bawełnę. Jego komentarz rozmijał się jednak z tym, w jaki sposób planowałam poprowadzić mojego bloga. Zdaję sobie sprawę z tego, że to moje blogowanie jest jeszcze takie trochę badawcze i po omacku. Połowa technicznych spraw na blogu leży (ale to się zmieni), posty są jeszcze niedoprecyzowane tematycznie, obserwuję reakcje, zainteresowanie, staram się wyczuć, o czym pisać, a na co szkoda jest mojego czasu i energii… Najważniejsze jest dla mnie to, że chcę pisać dla Ciebie i dla mnie. Taka forma wypowiedzi porządkuje moje myśli, pozwala ogarnąć świat mnie otaczający, moje marzenia, pragnienia, pasje, możliwości. Każe dobre słowo, lajk jest dla mnie jak zastrzyk energii. Poznaję samą siebie z całkiem nowej i nieznanej mi wcześniej perspektywy.

kobieta waleczna

Miałam wizję co do bloga, może wprawdzie jeszcze nieco mglistą, ale miałam. Aż do momentu, gdy Pan Komentator dał mi do wiwatu! Prychnęłam, już chciałam na szybko coś odpisać, że to nie tak, że inaczej i że pewnie źle mnie zrozumiał. Na początku zawsze się tak buntuję, to owo kąpanie w gorącej wodzie… o którym pisałam tutaj. Jednak dałam sobie czas… Po kilku godzinach przeczytałam komentarz ponownie … i jeszcze raz. Uspokoiłam na chwilę wzburzone myśli, stanęłam obok siebie i spojrzałam z dystansu. Pomyślałam, mój Komentator ma rację. Nie tędy jest droga, jeżeli chcę się rozwijać i dawać Tobie tekst, który ruszy czułą strunę i sprawi, że zechcesz pobyc ze mną dłużej. Muszę wyjść poza ramy i schematy w których obracałam się do tej pory. Inaczej – w których siebie samą chciałam umieściłam. No i przestraszyłam się… Przytłoczyłam siebie myślą, że gdzie ja wyskakuję, z czym ja do ludzi mam wyjść…? ponieważ otworzyłam moje zmysły i dotarło do mnie ile fantastycznych, silnych, świadomych siebie, odważnych, kreatywnych, śmiałych, Jedynych w swoim rodzaju i pewnych siebie Kobiet mnie otacza. A ja chcę być w tym kręgu Czarownic razem z Tobą, tą Jedyną i Niepowtarzalną. Ponieważ taki właśnie jest każdy z Nas, zatem i ja również. Nie muszę być otwarta, przebojowa, profesjonalna i pewna siebie w każdej dziedzinie życia. Nie zawsze muszę być SUPER, nie zawsze i wszędzie muszę być silna, ale to nie oznacza, że taka właśnie nie jestem. Są takie sfery mojej codzienności, osobowości, w których sobie świetnie radzę, w które wierzę, co do których mogę powiedzieć – jestem pewna, że potrafię, a jeśli nie potrafię to się nauczę, ponieważ sprawia mi to satysfakcje, frajdę i jest to coś bardzo ważnego i nie muszę nikomu udowadniać tego, że tak właśnie jest. Skąd zatem cały ten gniew?

A no powstał on we mnie z paniki, że nie podołam, że z kim ja chcę konkurować. Lepiej jest schować głowę w piasek, zakopać, zapomnieć i cierpieć za miliony katusze wypluwając sobie, że był taki moment, którego nie wykorzystało się ustępując za wcześnie z placu boju. NO ŻESZ…. jakie konkurować??? Kto mi takie nastawienie do łba wtłoczył? Przecież ja nie cierpię konkurować z kimkolwiek… Skąd te blokady, zamknięcia, brak poczucie pewności siebie, wycofywania się jeszcze zanim rozpoczęłam iść do przodu. Nie są to kwestie, które rozważałam pierwszy raz. Swego czasu lubiłam analizować samą siebie wzdłuż i wszerz. Skończyłam z tym, gdy się zmęczyłam, a do niczego konstruktywnego nie dochodziłam w tym całym dumaniu, ponieważ nie wystarczy analizować, wyszukiwać, rozumieć… trzeba jeszcze coś z tą wiedzą zrobić, a to już wychodziło  mi znacznie gorzej.

Młodość, dom, rodzina – tam zaczyna się większość przypadłości okresu dorosłego. Nie jest to nowina… Ocena za klasówkę – za niska i nieważne jest, że i tak byłaś najlepsza w klasie, ponieważ przyszłaś z trójką, a reszta pałami mogła się poszczycić. Koleżanka dostała lepszą ocenę, a Ty nie mogłaś się też bardziej postarać? A ile Ty masz lat, aby tak się mądrzyć? Tak wolno to robisz – ja mogę dwa razy szybciej. A dlaczego do kotletów mielonych dodajesz majernaek – tak się nie robi. Nie podoba się – to możesz się wyprowadzić. Chcesz się uczyć tańczyć, języka, iść do liceum plastycznego – nie ma na to kasy. Na studia musisz iść, a potem pracę znaleźć i koniec. Uczysz się tylko dla siebie, ale dlaczego tylko taka ocena jest na świadectwie obejrzanym z niesmakiem, chociaż nigdy nie było czym się powstydzić (no może tylko arytmetyką i statystką). Jak Ty się ubrałaś? Skromna bądź! Nie wychylaj sie. Nie bujaj głową w chmurach. Partner nigdy nie miał imienia, o Nim słyszało się zawsze ON, JEMU, z NIM. Nie znazłaś pracy – źle, znalazłaś – też źle, ponieważ się usamodzielniłaś w jakimś stopniu, nawet niewielkim, a skoro już jesteś taka bogata, ponieważ zarabiasz jedną z najniższych studenckich stawek i to przez pośrednika, to … Itd., itc….

Dobrze mnie wychowano i jestem za to wdzięczna. Mam głowę na karku i to aż za bardzo. Jestem odpowiedzialna, chociaż mogłabym i tutaj wrzucić na więcej luzu. Jestem oszczędna i w sposób przemyślany staram się wydawać zarobione pieniądze, ponieważ wiem, ile trudnu trzeba włożyć w ich zdobycie. Jestem uczuciwa i można mi zaufać. Wiele mogę wymieniać dobrych rzeczy, zachowań, które mnie ukształtowały. Przykro mi jednak jest i gniewa mnie to, że gdzieś tam po drodze zabrakło takiego dobrego, zdrowego wsparcia, pobudzenia kreatywności, zachęty do tego, aby siegnąć po coś więcej, niż to, co było na wyciągnięcie ręki. Zabrakło pochwały i motywacji, a za to wiele razy odczuwałam powątpiewania w sens moich działań, brak podstaw ku budowania mojej wartości siebie, wiary w to, że potrafię, a jeżeli wyłamywałam się z tego schamatu, to głównie trochę na złość. Nie nauczyłam sie doceniać siebie, ani walczyć o moje marzenia. Ba, ja nawet za bardzo nie nauczyłam się marzyć o czymś większym, lepszym, innym, ciekawszym. Pieniądz był często elementem ograniczającym rozwój i odkrywanie. Nie nauczono mnie, że warto jest w siebie inwestować i wcale to nie musi kosztować fortuny. Byłam cicha, zamknięta w sobie, ale wciąż żywa i chcąca inaczej, jednak nie odważałam się tego głosu z siebie uwalniać. Teraz widzę, że to była kompletna pomyłka i błąd. Dlatego bardzo zaskoczyło mnie to, czego nie potrafilam wówczas decenić – że w tym całym powątpiewaniu, nie mobilizowaniu, trochę naśmiewaniu się z tego, że można coś zrobic inaczej jednak dostawałam pomoc w sposób, którego wówczas nie chciałam przyjąć. Jak chociażby to, że Ojciec zbudował stojak na moją biżuterię, abym miała na czym powiesić dziesiątki korali i innych babskich ozdóbek, które gorliwie kilka lat temu produkowałam i sprzedawałam.

Tak, Kreatywność raz na wolność wypuszczona, nie tak łatwo daje się zamknąć w klatkę i wcześniej, czy później zapragnie tego, aby znowu rozpostrzeć swoje piękne skrzydła… I w taki sposób zakończę dzisiejszy list do Ciebie. Wygniewałam się, a Tobie baaaardzo dziękuję za to, że ze mną byłaś i mnie wysłuchałaś 🙂

Opowiesz mi swoją historię? Buntu, gniewu, stanięcia po stronie innej, niż ta, w którą być może próbowano Ciebie wcisnąć mówiąc, że tak jest dobrze, właściwie, że tak ma …. być?
Moja Droga Czytelniczko/ Czytelniku – jeżeli uważasz, że ten post i mój blog może wnieść coś fajnego i dobrego w Twoje życie nie obawiaj się go subskrybować, podesłać znajomym, podzielić się z nim na Fb. Będę za to wdzięczna i doda mi to skrzydeł bardziej niż RedBull 🙂  Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie i Ciebie i …za mnie:)

oczy kobiety

Zapisz

14 thoughts on “Wykreować siebie od nowa.

  1. Przyzwyczaiłam się już do tego, że to inni najbardziej skłaniają do przemyśleń i motywują do zmian i pracy nad sobą. Czasem będzie to anonimowy komentator, czasem pani z sąsiedztwa, a jeszcze innym razem ktoś z rodziny. M.in. dlatego tak bardzo lubię się rozwijać – bo wiem, że w ten sposób nie tylko robię sobie dobrze, ale też udowadniam coś innym. Może nie jest to najbardziej elegancka motywacja, ale przynajmniej okazuje się skuteczna 🙂

    Życzę Ci powodzenia w rozwijaniu bloga. Powoli osiągniesz zamierzone cele i osiągniesz wyznaczony sobie szczyt.

    Polubienie

    1. To prawda. Czasami siedzisz w jakimiś przekonaniu przez długi czas myśląc o tym, że masz już to coś w sobie ułożone itd…. a później pojawia się okoliczność, która sprawia, że podważasz to, co do tej pory myślałaś i na nowo wartościujesz swój świat wewnętrzny. Dzięki temu rozmowy bywają tak bardzo ożywcze. Wytrącają z rytmu i pewnego tory pomagając nam sięgnąć tam, gdzie nasz wzrok jeszcze nie sięgał. I ja Tobie Klaudyno życzę ogromu tego wszystkiego,co będzie Ciebie pchało do przodu i zachęcało ku wyzwań i nowych poszukiwań 🙂

      Polubienie

  2. To prawda, że normy społeczne, oraz wychowanie doprowadza do zabijania naszej kreatywności. Jeśli chodzi o okres buntu – jako takiego w okresie dojrzewania mocno nie odczułam. Po śmierci mamy jako dorosła już kobieta, 4 lata temu zbuntowałam się przeciwko:olewaniu, lekceważeniu, pomiataniu drugim człowiekiem. Zmieniłam miejsce zamieszkania z Podlasia an Warszawę, zweryfikowałam kontakty i przyjaźnie. Wiem, czego chcę i po prostu staram się nie odpuszczać. A dla ciebie mam taką wskazówke 🙂 Rób to co serce podpowiada, komentarzami się nie martw 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję 🙂 Właśnie przed chwilą musiałam zweryfikować komentarz skierowany w moją stronę … i masz rację, nie trzeba się komentarzami martwić, ale sprawiając one ból,gdy chcesz iść do przodu, a ktoś głupim słowem spycha Ciebie na dół. Wówczas zastanawiasz się, na ile tzw. bliska osoba jest Tobie bliska. Gratuluję odwagi do zmian, które wprowadziłaś w swoim życiu!

      Polubienie

  3. Kolejny raz czytając Twój tekst mam wrażenie, że czytam o sobie. Mimo że raczej bardziej należę do scislowcow niż osób kreatywnych to mam wrażenie, że mamy bardzo podobne charaktery ukształtowane przez bardzo podobne doświadczenia. Jakiś czas temu otarłam się o burn out i trafiłam na terapię do psychologa dzięki czemu zrozumiałam dlaczego postępuje tak a nie inaczej i co do tego doprowadziło. W końcu ktoś patrzący na wszystko z boku mi uświadomił, że właśnie powinnam się porządnie wkurzyc na to i tych co do tego doprowadzili, przestać starać się zadowolić wszystkich, tym bardziej, że pewnych osób nigdy nie uda się zadowolić bo zawsze znajdą coś do skrytykowania. I że powinnam sobie odpuścić, przestać tyle od siebie wymagać i przestać pracować ciężej od innych żeby (no właśnie, komu?) udowodnić, że jestem coś warta. Trudno zmienić z dnia na dzień wymagania wbite od najmłodszych lat do głowy ale powoli stram się zmieniać swoje życie, walczyć z poczuciem, że nie jestem warta tego żeby zrobić coś dla siebie. Mimo iż podejście bliskich oraz wspomnienia nadal bolą, to staram się być właśnie zła na nich, że są w stosunku do mnie tacy jacy są a nie obwiniac siebie, że nie jestem dość dobra. Tak więc czasem gniew może być dla nas dobry i pożyteczny, pod warunkiem że jest skierowany we właściwym kierunku bo kierując go na siebie jeszcze tylko dodatkowo się karzemy. Życzę Tobie i sobie tylko takiego pozytywnego gniewu, który nie podcina skrzydeł tylko daje powera do działania! 😊

    Polubienie

  4. Dorotka i co ja mam Tobie odpowiedzieć, jeżeli Twoje komentarze to dla mnie zawsze taka kropka nad „i”. Podziękuję zatem za każde Twoje słowo i powiem, że Veldhoven jest na tyle blisko, aby kiedyś na ciacho sie umówić. Co Ty na to ?:)

    Polubienie

  5. Myślę Elu że to całkiem dobry pomysł 😊 Ja nie jestem za bardzo zmotoryzowana ale np. do centrum Eindhoven autobusem mogę dojechać. Albo do siebie zapraszam 😉

    Polubienie

  6. Przeczytałam Twój wpis z uwagą i bardzo się cieszę, że piszesz o tym, co Cię porusza tak, że nazywasz to gniewem. Wprawdzie jako czytelniczka, nie odczułam gniewu ale wpis spowodował u mnie radość, że jeśli czułaś faktyczny gniew, tak pięknie go oswoiłaś.
    Będę zaglądała 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję za ciepłe słowa. Ten gniew, o którym pisałam ociera się bardziej o pewne poczucie żalu i spóźnioną niezgodę na ówczesny stan rzeczy. Jednak jego wydźwięk zdążył już przegrzmieć. Teraz już on mi nic nie da oprócz zachęty do tego, aby samej zabrać się za modelowanie własnego życia. Szkoda, że minęło tyle czasu zanim odważyłam się to zrobić, jednak z drugiej strony – może to jest właśnie mój czas na dokonanie zmian… Pozdrawiam i zapraszam 🙂

      Polubienie

  7. Droga Elżbieto. Nie wiedziałam, ż e mamy aż tak wiele wspólnego. Pozdrawiam z Belgii. Wcześniej mieszkałam w Nl, gdzie zdobyłam wiele doświadczenia i dokąd wracam jak do domu. „Marzenia są czymś uroczystym. … są po nic, tylko po to by je realizować. „: Jacek Walkiewicz. Ten psycholog rozprawia się z wieloma programami polskiego wychowania podcinającego skrzydła. Polecam na yt, także w gorącej wodzie kąpana Lucyna.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s