Chorujesz na … własne ryzyko

Ubezpieczenie zdrowotne – jeden z najdziwniejszych, najmniej zrozumiałych i najbardziej znielubionych tworów na terenie Holandii. W Polsce służba zdrowia nie jest najlepszej jakości. Często jest powodem stresu i frustracji. W Holandii natomiast służba zdrowia nie istnieje. Tutaj jest biznes zdrowia. I chociaż brzmi to irracjonalnie – im mniej tutaj odwiedzasz lekarza, laboratorium lub aptekę, tym mniej się to Tobie opłaca. Tutaj bogiem jest nie lekarz, ale ubezpieczalnia. Ona decyduje, czy można Ciebie skierować na pewne badania, operację, czy można zmienić Tobie leki, które nie służą na inny, przykładowo droższy zamiennik.

    Gdy tłumaczę znajomym lub rodzinie w Polsce w jaki sposób wygląda holenderskie ubezpieczenie zdrowotne – NIKT tego nie rozumie. Nic dziwnego. Myślę, że również większość mieszkańców Holandii tego tematu nie ogarnia. Polacy mieszkający w NL, i odwiedzający mojego bloga – proszę o wyrozumiałość 🙂 Będę pisać wyłącznie o doświadczeniach własnych lub bliskich mi znajomych borykających się z tym tematem. Zawsze może zdarzyć się ktoś, kto ma pozytywne doświadczenie z pobytu u lekarza 🙂

      Ubezpieczenie zdrowotne w krainie tulipanów jest tematem rzeką. Ubezpieczony MUSI być każdy mieszkaniec Holandii. Jeżeli Ty tego nie dopilnujesz i nie wykupisz polisy w odpowiednim momencie – są organy, które o to zadbają, byś taką polisę miał. A lepiej dla Twojego portfela jest, aby do tego nie doszło, ponieważ wówczas konieczne jest zapłacenie ubezpieczenia wstecz za każdy miesiąc oficjalnego pobytu tutaj plus mandat za niewypełnienie obowiązku zgłoszenia się do ubezpieczalni. Niestety i mnie przytrafiła się taka niemiła niespodzianka. Chciałam wykupić ubezpieczenie, ale nieco się z tym spóźniłam. Po dwóch miesiącach otrzymałam fakturę za ubezpieczenie na miesiąc bieżący i poprzedni plus karę, która była naliczona od dnia w którym przekroczyłam próg tutejszej gminy ( gemente ) w celu zameldowania się jako mieszkaniec Geldrop. W gemeente zafundowano mi problem z papierami, zażądano ode mnie odpisu aktu urodzenia z Polski i oznajmiono, że około dwóch tygodni będę musiała ( jako obcokrajowiec ) czekać na decyzję o meldunku. Żadnej oficjalnego papieru do domu nie otrzymałam, ale fakturę od ubezpieczalni – zdecydowanie tak. Jeżeli mnie pamięć nie myli, opiewała ona na kwotę około 300 euro. Znajomy, który tynkował nam ściany w domu pocieszył mnie, że on dostał taki kwit do zapłaty za pół roku. Uffff w taki sposób zaczęła się moja przygoda ze ”służbą zdrowia” w Holandii.

       Wybranie ubezpieczalni i polisy w Holandii nie jest sprawą łatwą. W zależności od tego, na jaki wydatek chcemy sobie pozwolić miesięczne – ubezpieczenie może nas kosztować od około 80 euro (?) w górę. Jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że wykupując najtańszą opcję wyrażamy zgodę na to, że w przypadku konieczności hospitalizacji itp. gotowi jesteśmy podjąć leczenie w szpitalu, który wskaże ubezpieczalnia jako najtańszy w danej usłudze. Obrazowo: zamiast trafić do szpitala w Geldrop, będę musiała zasuwać na drugi koniec Holandii, ponieważ tam moje badanie będzie o euro tańsze, ale podobno na porównywalnym poziomie. Większość mieszkańców Holandii posiada ubezpieczanie podstawowe (basis), które gwarantuje prawie NIC. Dlatego konieczne jest wykupienie opcji uzupełniającej plus polisy na dentystę, która jest dobrowolna. Wszystko w zakresie od basis do pełnego wypasu. Kupując polisę dokonuję także wyboru kwoty na jaką będzie opiewać moje własne ryzyko (eigen risico) czyli – ile zgadzam się zapłacić z własnej kieszeni za koszty medyczne. Kwota ta nie jest stała, co roku ulega zmianie. Jednakże zdecydowanie oscyluje wokół 350 euro. Owszem, mogę zmniejszyć kwotę własnego ryzyka, ale wówczas muszę zapłacić zdecydowanie więcej za ubezpieczenie. Mogę też wybrać niższą składkę polisy i zgodzić się na większe ryzyko własne. W którąkolwiek stronę pójdę, wszędzie wiąże się z to z kosztami. W jaki sposób działa to w praktyce? Podam przykład własny… Niestety. 

glass-196628_1280

      Każdego miesiąca odprowadzam do ubezpieczalni około 130 euro za podstawowe ubezpieczenie plus dentystę. Jest to bardzo dużo. Kilka miesięcy temu byłam u lekarza specjalisty. Miałam zrobione badania i otrzymałam lekarstwa w aptece, za które nie musiałam płacić gotówką – wszak jestem ubezpieczona. Półtora roku później przyszła faktura do zapłacenia z tytułem ”własne ryzyko” na kwotę 190 euro. Była to faktura za wspomnianą wyżej wizytę u specjalisty, badania i leki. Łzy w oczach, atak serca, szok. Moje oszczędności z tego miesiąca poszły w zapomnienie. Płatność do uregulowania w przeciągu kilku dni. Moje własne ryzyko za ub. rok doszło do zera. Mogę więc powiedzieć, że za większość wizyt u lekarza, badań itd. zapłaciłam sama wydając na to 375 euro plus comiesięczne składki. Wystartował nowy rok kalendarzowy a z nim kolejne własne ryzyko 😦 Zgłupiałam. Myślałam, że pewien procent kosztów związanych z leczeniem i badaniami płaci ubezpieczalnia a ja pokrywam pozostały procent z własnej kieszeni. Takie rozwiązanie wydaje się być logiczne. Przejrzałam internet, polisę, zalogowałam się na moje konto w ubezpieczalni, żeby dowiedzieć się co ja mam, a czego nie mam?! No bo jak to może być, że wizyta u ginekologa ( do którego niełatwo jest się dostać ) nie jest w pakiecie podstawowej pomocy medycznej??? Albo na przykład zwykłe badanie krwi i moczu. To niewiarygodne. Sięgnęłam po wszystkie faktury dotyczące własnego ryzyka i ze zdziwieniem odkryłam, że za żadne lekarstwo nie zapłaciła ubezpieczalnia. Wszędzie znajdowała się informacja, że nie mam racji do leku i muszę ponieść koszt 100 %. Kolejne pytanie – ale jak to? przecież w mojej polisie jest informacja, że mam prawo do pewnego pakietu leków i nie muszę za nie płacić. Gdybym wiedziała, że nie mam prawa do lekarstwa – wolałabym je opłacić w aptece, w dniu odbioru, a nie po kilku miesiącach w fakturze zbiorowej opiewającej na szokującą sumę. Zebrałam się w sobie i zadzwoniłam do ubezpieczalni z pytaniem jak to działa, ponieważ według polisy mam do czegoś prawa a według ubezpieczalni – nie mam??? Bzdura jakaś. Odpowiedź była jasna. Mam prawo do specjalisty, badań i lekarstw wchodzących w moją polisę, ALE najpierw muszę zapłacić własne ryzyko (375 euro). Gdy moja pula własnego ryzyka zostanie wyczerpana, wówczas ubezpieczalnia będzie pokrywać koszty mojego leczenia. Ale i to wzbudza moje wątpliwości, ponieważ przykładowo w polisie mam napisane, że za badanie krwi ubezpieczalnia pokryje koszty na przykład do wysokości 50 euro. Zatem, powyżej tej kwoty ja będę musiała płacić???

       Wiecie co jest straszne? że fakturę za własne ryzyko mogę otrzymać z dwuletnim opóźnieniem i to jest normalne. Mama mojego partnera otrzymała fakturę z półtorarocznym opóźnieniem. Odpowiedź ubezpieczalni jest taka – nie nasza wina, że szpital tak późno przysyła do nas rozliczenia. Jest to dramat. Ludzie boja się korzystać z pewnych usług medycznych, do których mają praw, ponieważ nie stać ich na opłacenie comiesięcznej składki plus ew. faktur. Wiele razy słyszałam radę, że w Holandii powinno się właściwe mieć osobny słoiczek z oszczędnościami pod hasłem ”własne ryzyko”. Dla mnie sytuacja jest jasna – nie stać mnie na chodzenie do lekarza, ponieważ właściwie muszę za usługi medyczne płacić podwójnie. Zarówno w składce ubezpieczenia jak i we własnym ryzyku. Zatem, chociaż to nonsens, osoby, które niewiele chorują wychodzą bardzo stratne na tej zabawie, ponieważ dopiero powyżej sumy własnego ryzyka można powiedzieć, że ubezpieczalnia za mnie zapłaciła. Przynajmniej w danym roku kalendarzowym, ponieważ wraz ze zmianą kalendarza przychodzi nowe własne ryzyko i zaczynamy nasz stres od początku. 

A w jaki sposób prezentuje się służba zdrowia w kraju, w którym mieszkacie? Jakie rady dalibyście osobom, które muszą zmierzyć się z tym trudnym, ale ważnym tematem? A do mieszkańców Holandii mam pytanie – jakie są Wasze przejścia i „perełki”, którymi możecie podzielić się ze mną i z czytelnikami mojego bloga?

Moja Droga Czytelniczko/ Czytelniku – jeżeli uważasz, że ten post i mój blog może wnieść coś fajnego i dobrego w Twoje życie nie obawiaj się go subskrybować, podesłać znajomym, podzielić się z nim na Fb. Będę za to wdzięczna i doda mi to skrzydeł bardziej niż RedBull 🙂  Pozdrawiam z deszczowego, wakacyjnego Kościeliska !

 

 

 

 

4 thoughts on “Chorujesz na … własne ryzyko

  1. Ciągle mieszkam w Polsce 😉
    Bardziej mi się podoba system W UK niż w Holandii bo to co napisałaś to jakaś czarna magia. Ale o ile dobrze zrozumiałam to ubezpieczenie płaci za leczenie osób przewlekle chorych??
    Nie ogarniam tego systemu.
    Myślę że jednak jest lepszy niż w Polsce. U nas hoduje się i to dosłownie hoduje się lekomanów. Na wszystko jest recepta nawet na łamiące się paznokcie. To nic że ktoś np ma taką pracę i to jest naturalna reakcja organizmu na złe warunki, dostaje się receptę i ma być gut 😉 ludzie wierzą że leki to jakiś magiczny środek, panaceum na wszystko.
    Nawet w mojej rodzinie takie są osoby, a wystarczy czasem zdrowszy tryb życia rezygnacja ze złych nawyków i połowę leków mniej by się kupowało.

    Lubię to

    1. A ja dyskutowałam ostatnio z koleżanką na temat świadomości zdrowotnej Norwegów. Pytałam ją o naturalne metody leczenia i profilaktykę: zdrowe odżywianie, suplementację. Stwierdziła, że kompletnie nie zwracają uwagi na to, co jedzą. Nie gotują, kupują zwykłe jedzenie z supermarketu. Nie wiążą swojego złego stanu zdrowia z takim stylem życia. Stosują klasyczne leki, jak lekarz każe. Stwierdziła, że w Polsce jest zdecydowanie większa świadomość ludzi, że mamy duży wpływ na własne zdrowie. Ja też obracam się w taki środowisku, nie stosujemy antybiotyków (odpukać ;)). Więc na szczęście może ta statystyka lekomanów nie wygląda tak źle 🙂 Ciekawa jestem jak to jest w Holandii?

      Lubię to

      1. W Holandii według tego, co zaobserwowałam jest ta świadomość podzielona pół na pół. Takie jest moje zdanie. Z jednej strony jest duża dbałość o aktywność fizyczną, mniej jest leków na wszystko ( jak to w Polsce jest modne), dominuje paracetamol i niewiara oraz niewiedza w medycynę naturalną. Gdy próbuję domowymi sposobami wspomagać moje zdrowie, mój Chłopak patrzy się na mnie w taki sposób, jakbym jakieś czary – mary odprawiała. Nawet lekarki, u których pracują patrzą się na mnie z niedowierzaniem gdy sugeruję, aby zamiast Rennie na zgagę kupiły paczkę suszonych moreli. W sprawie odżywiania – z jednej strony widzę, że klienci w sklepach kupują dużo warzyw, ale też i gotowych potraw do szybkiego odgrzania w mikrofali. Cukier w Holandii wg mnie rządzi wszędzie w bardzo dużych ilościach, chociaż coraz częściej spotykam również osoby studiujące etykiety. Jest moda na bio, a czasami i potrzeba, a z drugiej strony – kompletna ignorancja w sprawach zdrowego odżywiania. Zdecydowanie jednak daje się zauważyć to, że osoby z zasobniejszymi portfelami i wyższym wykształceniem idą w kierunku pro-zdrowotnym i same zauważają, że wiele osób o skromniejszym budżecie wybiera produkty szybkie i mniej dba o zdrowe odżywanie, ponieważ ono kosztuje drożej z czym ja się nie zgadzam. Wybór zdrowego trybu życia nie jest czymś uwarunkowanym zasobnością portfela. Nie muszę jeść bio, aby jeść świadomie i odpowiedzialnie. Nie muszę wykupywać karnetu do siłowni, aby uprawiać sport.

        Lubię to

  2. Milena, to jest bardzo czarna magia i mało kto to ogarnia;) Nie, to nie chodzi o leczenie osób przewlekle chorych, ale osoby, które najmniej chorują najmniej mają okazję skorzystać ze swojego ubezpieczenia, ponieważ i tak przychodzi im płacić za swoje leczenie. I masz rację z tą lekomanią. Nie oglądam w Holandii polskiej telewizji, więc nie zdawałam sobie sprawy, jak daleko zaszła reklama wszelkich lekarstw, Teraz, podczas wakacji mam okazję przekonać się o tym, W przeciągu jednej przerwy na reklamę przynajmniej połowa czasu przeznaczona jest na wszelkie środki lecznicze. Najbardziej rozbroiła mnie reklama środku na kaszel palacza, żeby … nie kaszlał, ponieważ jest to niebezpieczne dla zdrowia. Teraz bardziej stawiam na zmianę stylu życia i zdrowsze odżywianie się i działa.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s