Mam Kota

Mam Kota, naprawdę. Takiego w prążki i z oczami bynajmniej nie zielonymi, ale takimi jakimiś – musztardowymi (?). Nie pochodzi od rodziców ze szlachetnego kociego rodu, a wręcz przeciwnie – jego dzika kocia matka powiła go wraz z braciszkiem gdzieś tam, w krzakach. Mam nadzieję, że mój Kot ma siedem kocich żyć i że jest mu u nas na tyle dobrze, aby chciał w każdym z tych żyć do nas powracać. Nazywam go Jerry, Tygrysek, Pyszczek i etc. Mój Kot nie przytula się do mnie wówczas, gdy ja mam na to ochotę ale wtedy, gdy to on wybiera moment na bliskość i wówczas ja – ludzka kocia mama – uszczęśliwiona tym zaszczytem  dopieszczam moje kocie dziecko. Mój Kot ma charakter dosyć wyrazisty i stanowczy i prawdopodobnie świetnie poradziłby sobie bez nas. Pomimo tego w tym całym byciu razem z Kotem odnoszę wrażenie, że on jednak czasami za mną tęskni i kocha mnie nie tylko wówczas, gdy ma ochotę na śniadanie lub „cukierka”, czyli kąsek ludzkiego jedzenia. Zdarza się, że gdy uparty Kot wybiera nocne wojaże w ogrodzie w miejsce ciepłego ludzkiego łóżka – z rana radośnie wkracza do domu i pierwszą czynnością jaką muszę wykonać jest wzięcie go na ręce i utulenie z całej siły. A innym razem zwyczajnie chodzi i miauczy do mnie ocierając się tu i ówdzie i nawet na lodówkę nie zwraca uwagi – tulenie jest ważniejsze (chociaż bywa i tak, że jednak muszę się po tej całej ceremonii za uwagę jego odwdzięczyć ludzkim, pysznym kąskiem). Tak to jest z Kotem. Instrukcja obsługi jak 2+2=4 nie istnieje.  Mając w domu Kota musisz trochę spokornieć, spojrzeć z nowej perspektywy na to i owo a z pewnością nie możesz mieć podejścia do sprawy w stylu – to jest tylko Kot. Nieee, po trzech latach mieszkania z Jerrym wiem, że on jest KOTEM, a ja muszę uczyć się w jaki sposób docierać z nim zasady naszego wspólnego pożycia, ponieważ….

Mój Kot wyraźnie pokazuje, co uważa za fajne, a na co nie ma w danym momencie chęci i jeżeli nie posłucham potrafi na mnie napyskować (zawsze wiem, gdy na mnie pyskuje) kocim językiem, idzie sobie ode mnie w długą, ignoruje mnie lub gryzie po dłoniach. Czy mogę się temu dziwić? Ech, tak nie bardzo, ponieważ mój Kot potrafi mi wyraźnie dać do zrozumienia czego sobie życzy, a czego nie a mowę kociego ogona powinnam poważnie traktować. Czytałam, że gdy kot macha ogonem tam i z powrotem najczęściej oznacza to ciekawość lub niezdecydowanie. Ja dopisałbym do tej listy – zniecierpliwienie połączone z życzeniem „nie rób”, a ”NIE” mojego Kota oznacza „NIE”. Przekonałam się o tym wielokrotnie. Czy mam wówczas prawo wkurzać się na moje zwierzę? Nie.

Dlatego tym bardziej doceniam momenty, gdy wracam do domu po kilku godzinach pracy a mój Kot woła do mnie swoim łałałała z czeluści ogrodu. Woła zawsze tym samym tonem, z tą samą modulacją w kocim gardle i zawsze słyszę w tym radość. Łałałała z radością wyartykułowane oznacza – jak fajnie, że już jesteś. I nawet to działa w drugą stronę, gdy ja wołałam mojego Kota kocim łałała jest spora szansa na to, że przyjdzie się do mnie przytulić. Taaaa, uczę się kociego języka. Czasami, gdy na to zasłużę odpowiada na moje pytanie: ” Jerry wszystko ok?”, a odpowiedź brzmi jak „ja”. I wtedy wiem, że jest Ok, a on chce sobie po prostu odpocząć i pospać na stosie ubrań, lub w ludzkim łóżku. Tak, mój Kot zna zarówno słówko na tak „tja” ale i „nee”. I potrafi stosować je odpowiednio w zależności od okoliczności. Haaaa! takiego ma Kota 🙂

Gdy Jerry pojawił się w naszym domu założenie było takie – zakaz wstępu na stół podczas  posiłku. I zakaz wskakiwania na blat kuchenny. To drugie udało się samo z siebie. Jerry nie skacze na blat w kuchni i nikt go tego nie oduczał. On zwyczajnie nie ma takiej ciągoty. W kwestii pierwszej polegliśmy.  Setki razy powiedziane „nie” zaowocowało tym, że Jerry nauczył się tego, że są sytuacje, gdy takie „nie” oznacza, że czegoś się … nie chce. Skutek: Jerry chodź do domu: NEEEJ i siup skacze Jerry w krzaki ogrodowe. Jerry chcesz przytulasa -NEEEEJ i gryzie po rękach, gdy nie podsłucham. Jerry, chcesz cukierka TJA 🙂 Oj, długo można takie opowieści snuć. A jak polegliśmy  w sprawie kota na stole podczas naszego posiłku?

1. połowę czasu przeznaczonego na jedzenie kolacji zabierało mi gonienia za zwierzem po mieszkaniu, który robił wszystko, aby nie wylądować za drzwiami,

2 – metoda na butelkę z wodą poskutkowała tym, że mój Kot podjął wyzwanie i po kilku ucieczkach postanowił zmierzyć się z butelkowym przeciwnikiem – bijąc się z nim :),

3 – głośno, dobitnie i zrozumiale mówiliśmy NIE, gdy właził na stół rzucając mu przy tym spojrzenia groźne i odstraszające. Ech, naiwni ludzie 🙂

Nasze próby nauczenia Kota dobrych manier skończyły się na tym, że po 1 10629536_853209521376251_3011082147281062977_onauczył się on używać ze zrozumieniem słowa „NIE”; 2 – pojął, że może jednak próbować ściągnąć coś z talerza wówczas, gdy nasza uwaga się rozproszy… a gdy zauważymy w porę jego poczynania – zawsze można udawać, że przecież wcale nie chciał zjeść naszego mięska, jedynie łapkę sobie umyć. Echhhh. Zdarza się zatem, że po naszej kolacji kocie łapki są idealnie wylizane i czyściutkie jak nigdy dotąd; 3 -nauczyłam mojego Kota, że jak będzie grzeczny, to dostanie coś do zjedzenia. Na tym etapie jesteśmy teraz i to działa. Jerry nauczył się, że grzeczność opłaca się i czekanie również. Uwaga – mój Kot głodny nie chodzi i nie jest grubaskiem. Wręcz przeciwnie – jest zgrabniutki, aż miło. Oduczył się pochłaniania w panice kociego śniadania i teraz oszczędza je na później. W tej całej oszczędności dochodzi do takich sytuacji, że kocia restauracja zawiera przystawkę, danie główne i deserek. Taaa, mój Kot wie, w jaki sposób zorganizować sobie kilkudaniowe posiłki. Wystarczy kilka razy przejść się obok ludzkiej mamy, trochę poocierać się, ukochać i … tak, cwana to jest bestia.

Cwana bestia, ale i mądra. Czasami mam wrażenie, że mój Kot rozumie nas ludzi bardziej, niż nam się wydaje. Nie muszę podczas rozmowy wymieniać jego imienia, żeby wiedział, że o nim jest rzecz. Ma dziwne poczucie czasu. Mówię mu – za chwilkę będzie kolacja, a on wychodzi do ogrodu i wraca po chwili domagając się jedzenia…. Chwila to chwila. Powiem: za pół godziny dostaniesz jeść i co? Wraca mi po półgodzinie. Powiem: jak poczekasz to dostaniesz. Efekt. Siedzi przy lodówce i czeka cierpliwie , a ja go mijam w tej kuchni, ponieważ siedzi jak posążek czekając i wkurzać się na niego o to nie mogę :). Mówię: „posprzątaj swoje zabawki (wszelkiej maści papierki do aportowania), a kilka dni później znajduje wszystko uprzątnięte pod poduszkami kanapy. I jeszcze więcej…Dlatego czasami mam wrażenie, że muszę zastanowić się, co mówię do mojego Kota.

Mój Kot obraził się na mnie raz, dawno temu i … miał rację. Sama na siebie samą obraziłabym się w tej sytuacji. Pozwala mi się od czasu do czasu przytulić do siebie. Budzi mojego chłopaka czyszcząc mu brodę. Ech, wiele jest tych kocich opowieści. Szkoda, że niektóre umknęły już z pamięci. I chociaż Kot irytuje nas, gdy np. myjemy zęby a on łazi po umywalce tam i z powrotem smyrając nas ogonami to…. gdy wyjeżdżamy gdzieś na kilka dni i odwodzimy Kota do jego „ludzkiej” babci już po godzinie tęsknimy za nim oboje. Kot – nawet jeżeli siedzi całe dnie w ogrodzie – wypełnia nasz dom swoim kocim jestestwem. Nawet teraz, pisząc te słowa czuję jego obecność, chociaż wiem, że gdzieś tam poluje na ptaszki.Nie, nie nadrabiam uczuciami do Kota tego, że nie ma  dzieci. To nie tak. Mój Kot jest kimś, kto wyzwala we mnie uczucie sprowadzające mnie na ziemię.

1504056_691321084231763_283562287_n

Jerry pojawił się w naszym domu ponad trzy lata temu. Marzyłam o kocie, którego nigdy nie miałam, jednak obawiałam się tego, że będąc silnie uczuloną na kocią sierść będę musiała zwierzaka zwrócić do schroniska. A tego nie chciałam. Był to czas, gdy siedziałam w dołku, depresji spotęgowaną brakiem pracy, trudnościami z językiem i etc. Mój chłopak miał wcześniej kotkę i nie bardzo miał ochotę na to, aby w domu ponownie pojawił się sierściuch, a jednak… zabrał mnie któregoś dnia do schroniska. Prychałam, płakałam, dusiłam się wśród tych kotów, ale taaak bardzo chciałam… Wiedziałam, że kot będzie moim lekarstwem na smutki, depresję. Będzie moim antydepresantem. Trochę trwało, zanim odważyłam się powiedzieć – spróbuję. I tak trafił do nas Jerry. Alergia na własnego kota minęła. Śmieję się, że szczepionka składała się z podrapań, ugryzień, lizania, tulenia… Jerry będąc kociakiem dzielił miłość pomiędzy ludzką mamę a ludzkiego papę i dzielił ją sprawiedliwie pół na pół.  Wtedy już kochał papierki od cukierków. To on sprawił, że w najtrudniejszych dla mnie momentach potrafiłam śmiać się i odpoczywać. No bo jak się nie roześmiać, gdy Kot w odpowiedzi na Twoje słowa patrzy na Ciebie jak na skończoną idiotkę i sprawia, że czujesz się taka  maaaalutka. W takich momentach zaczyna się myśleć… Pomaga mi zdystansować się do problemów, olać pewne sprawy i iść do przodu. Jest odzwierciedleniem mnie… Malo przytulasty, zdystansowany, a jednak obecny. Ma zaufanie, ale jednak woli radzić sobie sam. Obserwuje i analizuje. Jerry jest Kimś, kto pomógł mi nie upaść na dno. I chociaż niekiedy ta kocia bezinteresowność musiała być opłacona kawałkiem kiełbasy – to jednak było warto. Dobrze jest mieć Kogoś, kto czeka na Ciebie w pustym domu, cieszy się, że jesteś, wysłucha, wyśmieje, pokaże Tobie, że to nie TY jesteś pępkiem świata… Pępkiem świata jest KOT.

Czy w Twoim życiu również jest zwierzę, które powoduje, że masz więcej sił, chęci? Zwierzę, które sprawia, że zaczynasz podnosić się do góry, gdy czujesz, że upadasz? Wysłuchuje opowieści, łez i otacza Ciebie zwierzęcą miłością? Proszę, opowiedz o tym... Ponieważ takie opowieści naprawdę wiele warte 🙂
Moja Droga Czytelniczko – jeżeli uważasz, że ten post i mój blog może wnieść coś ważnego i dobrego w Twoje życie nie obawiaj się go subskrybować, podesłać znajomym, podzielić się z nim na Fb. Będę za to wdzięczna i doda mi to skrzydeł bardziej niż RedBull 🙂  Pozdrawiam z deszczowej Holandii!

6 thoughts on “Mam Kota

  1. koty to bardzo inteligentne stworzenia, nigdy nie miałam swojego osobistego kocura, ale często zagląda do nas kot sąsiadów i rozgaszcza się na naszym tarasie, taki biało czarny ciapek 🙂 Może i nie jestem kocią właścicielką, ale trochę poznałam smak jak to jest mieć kota ; D hehe

    Polubienie

  2. Opisałaś samo sedno kociej natury 🙂 Też mam kota – drugiego w moim życiu. Wcześniej miałam psa, później kicię-znajdę, a teraz wymarzonego brytyjczyka (z kotami zdecydowanie bardziej mi po drodze – chyba mamy podobną naturę ;)). Chociaż to prawdziwy koci arystokrata, to natura dokładnie ta sama, co u dachowców, dzikich łowców i innych kotowatych 🙂 Czasem mega irytujący, złośliwy, denerwujący, ale wystarczy, że spojrzy niewinnie tymi swoimi wielkimi oczami kota ze Shreka i wszystko co złe ulatnia się w sekundę – zostaje najukochańszy na świecie przytulas, bez którego nie wyobrażam sobie życia 🙂

    Polubienie

  3. U nas jest to samo. Niby kot wkurza i denerwuje np. przychodzi o 4.30 rano z ulubioną zabawką i myśli, że to czas zabawy 😐 ale z drugiej strony daje wiele, wiele radochy, więc bilans jest zdecydowanie dodatni 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s