Moja biblioteczka – A. Maciąg „Smak szczęścia”

W moim życiu nie może nie być książek. Nie ma takiej opcji. Książki własne, z biblioteki, pożyczone, książki w formie audio lub te na półce w księgarni apetycznie wyglądające i zachęcające. Książki zawsze i wszędzie, nawet jeżeli czasu nie wystarcza na ich czytanie – one muszę być i już. Blisko mnie, tak abym czuła ich obecność i poczucie bezpieczeństwa, które mi dają. Gdy sięgam pamięcią wstecz odnoszę wrażenie, że czytałam odkąd nauczyłam się składać literki. I tak mi pozostało. Gdy ktoś mnie zapyta o to, co lubię robić – jedną z pierwszych odpowiedzi (oprócz kucharzenia) jest ta, że czytanie książek jest tym czymś, co sprawia, że czuję się wypoczęta, spokojniejsza i bardziej pełna.

Gdy przeprowadziłam się do Holandii bólem ogromnym było dla mnie to, że nie miałam żadnej książki przy sobie. Owszem, czytałam w formie „e” na laptopie, ale to nie było to i wciąż nie jest. Ja lubię książkę czuć, przewracać papierowe stronice, cieszyć się ilustracjami w nich zawartymi, przytulać je do siebie w przerwach nie-czytania, głaskać i taszczyć je ze sobą, nawet gdy wiem, że i miejsce i okoliczności czytaniu nie będą sprzyjające (ale jeżeli akurat będą, to? No właśnie – lepiej być zwartą i gotową:) i chociaż wielokrotnie sugerowano mi – kup sobie e-reader, taniej, łatwiej i etc. to ja zapieram się jak mogę, ponieważ nie czuję tego smaku i nie wyobrażam sobie, że w razie konieczności nie podkreślę sobie tego i owego zdania, a bateria może wyładować się w trakcie lektury…No jestem taka staromodna, ale dobrze mi jest z tym. Po ponad roku mojego w Holandii pojawiły się w moim  domu prawdziwe polskie książki 😉 Z okładkami, papierowymi stronami, pachnące i moje. Tak właśnie – moje własne. I od tamtej pory każda moja wizyta w Polsce = zamówienie w internetowej księgarni. Za każdym razem są to najtrudniejsze zakupy pod słońcem. Niczego tak długo i z takim chodzeniem tam i z powrotem nie kupuję 🙂 Przymierzam się do nich, a one do mnie. Wybieram, rezygnuję, wpisuję na listę i z niej wykreślam z uwagą, że na później, że jeszcze nie teraz. I chociaż nie jestem specjalistką od literatury, to jednak z przyjemnością polecę Tobie od czasu do czasu tytuł, który wywarł na mnie wrażenie. A jeżeli to wrażenie nie było duże, a książka i tak jest warta uwagi – to też polecę.

 §

I tak oto zbliżyłam się do sedna, jakim jest przedstawienie Tobie dzisiaj pozycji książkowej, która jest bliska mojemu sercu. Jest nią Smak szczęścia Agnieszki Maciąg, ponieważ to  dzięki niemu i dzięki blogowi Agnieszki zaczęła się moja powolna przemiana, która doprowadziła mnie do tego miejsca mojego ja, z którego płyną teraz moje słowa do Ciebie.

SONY DSC

Nigdy nie byłam fanką Agnieszki. Wiedziałam, że taka kobieta istnieje, jest modelką, mało tego – jedną z najbardziej znanych polskich modelek (innych wówczas nie znałam, zatem była tą Jedyna :)), ale jej uroda nie wywierała (i jeszcze wciąż nie wywiera) na mnie wrażenia. A przynajmniej nie ta uroda zewnętrzna…

Agnieszka przekonała mnie do siebie swoim ciepłem wewnętrznym, mądrością, łagodnością słów, które kieruje do swojego czytelnika. Pierwszy post Agnieszki o tym jak  wyjść poza strefę komfortu  poleciła mi Przyjaciółka. Pewnie sobie pomyślałam: o modelka, ciekawe co ma do powiedzenia… i tak sobie przeczytałam z bardzo sceptycznym nastawieniem. Hmmmm coś w tym chyba dla siebie odnalazłam, ponieważ potem przeczytałam coś jeszcze i coś jeszcze, aż któregoś weekendu nie potrafiłam się oderwać od słów tej kobiety. I tak, jakimś magicznym sposobem, bardzo nienachalnie i jakby przypadkowo Ktoś mnie do siebie zaczął przekonywać i podając mi przy tym pomocną dłoń wyciągał małymi krokami z depresji, w której wówczas tkwiłam po uszy walcząc ze zmęczeniem, zniechęceniem i poczuciem wszechogarniającej pustki. A ja zaczęłam pokornieć i w miejsce przekonania, że kto mi tam będzie rady dawał, przecież ja wiem najlepiej zaczęła pojawiać się potrzeba tego, aby dać się jednak komuś poprowadzić. W taki właśnie sposób w moim życiu pojawiła się Agnieszka Maciąg i nieśmiało zaczęła formować się kula śniegowa... 🙂

Smak szczęścia czyli o dietach, pielęgnacji urody w zgodzie z naturą i szukaniu piękna w sobie uffff to byłoby na tyle w kwestii tytułu, który wygląda jak podręcznik do prawie nic – nie – robienia oprócz leżenia i pachnienia i to na głodniaka (diety brrrr – brzydkie słowo:). Kto takiej instrukcji w tej książce szuka – cudownie się zawiedzie. I chwała Agnieszce za to.

Smak szczęścia to książka szczególna. Piękna, mądra, ciepła, wnosząca w życie delikatną, całkiem nienatrętną zachętę ku temu, aby coś dobrego zrobić z własnym Byciem i to poprzez najrozmaitsze jego aspekty. Począwszy od sposobu racjonalnego, smacznego sposobu odżywiania, poprzez dbanie o urodę za pomocą kosmetyków pochodzących z Twojej kuchni, harmonię wewnętrzną, jogę, kreację…. W skrócie – w tej książce zawarta jest cudowna recepta na to, w jaki sposób małymi, drobnymi krokami można sprawić, aby moje życie, Twoje i każdej z Nas zaczęło zmieniać się na lepsze, pełniejsze, bardziej świadome i …. spokojniejsze. Smak szczęścia czytałam z ogromną pasją, czytałam go w łóżku, w wannie, na kanapie, przed snem i gdy otworzyłam oczy… żałowałam, gdy doczytałam go do końca. Pięknie zilustrowany, bardzo kobiecy i wciągający w świat, który tak nietrudno jest sobie stworzyć, aby poczuć się lepiej. A sama autorka pisze w nim jak koleżanka, a nawet przyjaciółka. Czytając tą książkę odnosi się wrażenie, że nie tylko Ty słuchasz (czytasz) słów w niej zawartych, ale również Ty jesteś wysłuchana. Nie ma tutaj plotek, lania wody, zagłaskiwania czytelnika, ale jest mądra i przemyślana opowieść o różnych aspektach życia  (nie tylko) kobiety.

§

Często jest tak, że po przeczytaniu książki – wystawiam ją na sprzedaż, tutaj w Holandii w celu zgromadzenia kapitału na kolejne zakupy 🙂 Jednak już po przeczytaniu kilku stron Smaku szczęścia wiedziałam, że w tym przypadku nie ma o tym mowy. Nie sprzedam go, nie oddam nikomu, jest on mój i tylko mój. Za każdym razem, gdy patrzę na jego grzbiet wyłaniający się spośród innych tytułów, czuję wdzięczność i wzruszenie. I dziękuję za dzień, w którym pojawiała się w moim życiu Agnieszka Maciąg. Nie ta z okładek magazynów, zrobiona i wygłaskana, ale taka normalna, koleżeńska, naturalna i bliska. Amen.

 

20160716_174154

 

A jak wygląda Twoja biblioteczka, regał z książkami albo karton nimi wypełniony moja Droga Czytelniczko? Gdybyś miała wybrać książkę, która zmieniła COŚ w Twoim życiu, to ….
Moja Droga Czytelniczko – jeżeli uważasz, że ten post i mój blog może wnieść coś ważnego i dobrego w Twoje życie nie obawiaj się go subskrybować, podesłać znajomym, podzielić się z nim na Fb. Będę za to wdzięczna i doda mi to skrzydeł bardziej niż RedBull 🙂  Pozdrawiam z deszczowej Holandii!

Zapisz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s