Holenderskie smaki – chleb

Kilka lat temu moja Siostra mieszkała w Holandii. Czasami wpadała na wakacje do Polski. I za każdym razem, tuż przed powrotem do NL – u, śmigała po zapasy chlebowe do miejscowych sklepów. Kupowała chleby razowe zarówno dla siebie, jak i dla koleżanek, a upolowanie ich w sklepie było wówczas misją. Przewożone do zaledwie dwóch lub trzech punktów sprzedaży, zazwyczaj w okolicach godzin południowych i w ilości znikomej. Obecnie podobne pieczywo jest dostępne wszędzie. Jedynie jego jakość można postawić pod znakiem zapytania.

Podczas przeprowadzki do Holandii, skorzystałam z usług firmy transportowej. Jednym z moich towarzyszów podróży był chłopak mieszkający już od kilku lat w krainie wiatraków i systematycznie, co miesiąc lub dwa odwiedzający Polskę. Jego podstawowym bagażem były torby wypchane polskim chlebem. Bo ten holenderski to…Zatem kolejny raz pojawił się chleb, jako produkt, który warto jest wrzucić w bagaż wyjeżdżając z Polski. Hmmmm, pomyślałam – o co chodzi z tym pieczywem holenderskim? Naprawdę jest tak źle? Legendy krążyły, że jest nie do jedzenia, że jak styropian i etc.

     Nie ukrywam, że i ja w moim  bagażu taszczyłam dwa lub trzy bochny chleba. Tak na dobry początek, żeby do sklepu na „dzień dobry” nie biegać. Chwilę potrwało zanim zapasy wyczerpałam i konieczne było rozejrzenie się za pieczywem. Weszłam do sklepu jednego, drugiego i jeszcze kolejnego. No i zaczęła się weryfikacja… Szybko zadałam sobie niepokojące pytanie: taki chleb przyjdzie mi od teraz jeść??? Po pierwsze – jak to Polak (a zarazem świeżynka emigrancka na obczyźnie) z euro automatycznie wszystko przeliczałam na złotówki – teraz odwrotnie i tylko wtedy, gdy wydaje mi się to być uzasadnione. I z tej całej matematyki wynikało, że holenderski chleb jest bardzo drogi. Następne spostrzeżenie – drogi a do tego ten smak… I spostrzeżenie kolejne, a raczej zdziwienie – naprawdę wszystkie chleby są tutaj takie…lekkie??? Biorąc w dłoń kolejne bochenki szukałam pomiędzy nimi czegoś, co będzie miało wagę proporcjonalną do rozmiaru. Szukałam konkretu.

   Zaznaczam, że nie wiem, jaki jest tradycyjny chleb holenderski. Nie znam starych smaków i receptur tego kraju. Jestem Emigrantką, która poznaje kraj, w którym obecnie mieszka 😉  Może dawno temu wypiekano tutaj chleby podobne do obecnych. A może były one całkiem inne. Zatem nie będę używać słówka: „tradycyjny chleb”. Będę opowiadać o chlebie tutaj popularnym, dostępnym w każdym sklepie i kupowanym przez znaczą większość Holendrów. Chlebie wypełniającym sklepowe i piekarniane półki. Chlebie powszednim.

  Smak – bardzo ważna sprawa. Priorytet. Przykro jest to powiedzieć, ale holenderski chleb smakuje nijako. Za mało soli, za mało cukru, skórka mu nie taka…  Jest za to duży i lekki. Uprzedzam tych, którzy chcieliby porwać się z nożem na holenderski chleb. Nie da rady! Popularny tutaj chleb nie jest przeznaczony do samodzielnego krojenia. Jest na to za miękki. Zatem niech maszyna go dla nas szatkuje. Przynajmniej się nie napracujemy.

     Miąższ holenderskiego chleba ma mnóstwo dziurek i sprawia wrażenie dobrze wyrośniętego. I taki jest. Wyrośnięty i puchaty, a raczej – dmuchany. Pytanie w jaki sposób osiągany jest taki efekt, do tej pory jest dla mnie jedną z zagwozdek. Niedawno wysyłałam listy motywacyjne do piekarni. Przy okazji poszukiwania pracy bardzo chciałam w/w zagadkę rozwiązać. To, co mnie również zastanawia – dlaczego tutejszy chleb jest jak plastelina. Z holenderskiej pajdy można kulki lepić lub inne figurki. Jest ona bardzo lekka, łatwo ulega odkształceniom, zgina się w ręce smętnie dyndając, gdy zatopimy w niej zęby, za to idealnie wpasowuje się w pudełka do drugiego śniadania, do którego można nasze kanapki zwyczajnie wgnieść 🙂 W taki sposób mój chłopak przygotowuje sobie śniadanie do pracy. Sypie sobie na chleb cukierki, zgina te skibeczki na pół a potem je nieco ugniata i tadaaam! 🙂

Zdarzają się jednak w Holandii chleby, które mają bardziej zwartą strukturę. Trzeba się ich jednak nieco naszukać. Kosztują one niemało, ale jeżeli poszukujesz chleba trochę zbliżonego w smaku i strukturze do pieczywa, które znasz z Polski – warto spróbować po nie sięgnąć. Ja piekę chleb sama, ale to nie oznacza, że nie poszukuję dobrego smaku w piekarniach, na straganach, albo zwyczajnie – w sklepach. I tak odkryłam na przykład chleb z Albert Heijn.

„Liefde en passie” jest jego imię. Ładne – miłość i pasja. Skład: to, co niezbędne jest do wypieku chleba. Woda, drożdże, cukier, sól i mąka. Koniec. Starzeje się szybko, ma zwartą strukturę i chrupiącą skórkę, na której można znaleźć ziarenka, albo i nie. Jego bochenki zazwyczaj są małe, a nawet bardzo małe a cena – zdecydowanie wysoka. Dla mnie ten chleb jest smaczny, bez szału, ale zjem go z przyjemnością. Jest także chleb żytni – pakowany po kilka skibeczek i wagowo dosyć ciężki w stosunku do jego rozmiaru.  W kształcie przypomina chleb polski. Całkiem smaczny. Jest także tzw. Stevig brood (zwarty, jędrny, konkretny, do nabycia w AH). Jego zaletą są zbite, porządne pajdy. Tym chlebem można się najeść. Warto jest również zajrzeć do małych,  rodzinnych piekarni oraz na „regionalne”, artystyczne imprezy, na których sprzedawane są produkty domowego wyrobu. Przykład: Feel Good Market.  Znajdziecie tutaj ciekawe smaki, swojskie produkty i radzę zaopatrzyć się w gotówkę, jeżeli lubicie eksperymentować i poznawać nowe smaki. Ja mam do nich słabość:)

     W związku z tym, że z zakupem chleba ( chleba dobrego dla Polaka ) jest w Holandii niełatwo – postanowiłam rozejrzeć się za bułkami. Poszłam do sklepu i kupiłam coś, co wyglądało na zbliżone do polskich bułek mlecznych. Wrzuciłam zakup do torby, tak mniej więcej na jej środek. W międzyczasie coś wylądowało na bułkach… no takie normalne zakupy. Wróciłam do domu cała happy, i wypakowałam zawartość torby z zamiarem przygotowania bułeczek do pracy. Z zaskoczeniem i niedowierzaniem, a nade wszystkim z rozbawieniem wyjęłam z torby coś, co z 5 cm. wysokości zmniejszyło się do max. 1, 5 cm. To były moje bułki. Przytłoczone ciężarem stały się rozdeptanymi kapciami. No cóż, poporcjowałam spłaszczone pieczywo rozdzielając je na dwie kategorie: do przekrojenia i przełożenia czymś i do skubania. Ilościowo wygrała kategoria do skubania. Bardzo ważna lekcja –  pieczywo holenderskie transportowane ze sklepu do domu wymaga specjalnej troski. Chleb i bułki muszą znaleźć się w torbie na górze, lub całkiem osobno. Smak – może być, prawie jak polskie mleczne, które swego czasu bardzo lubiłam. Sycące – zdecydowanie nie i nie chcą się starzeć. Unikają czerstwienia i pleśni jak ognia, a to nie jest dla mnie dobrą informacją na temat pieczywa. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.

     Owszem, można nabyć w Holandii również inne bułki. Na przykład kajzerki z tzw. „świeżego wypieku” a w piekarniach popularne również w Polsce bułeczki chrupkie na zewnątrz a dmuchane w środku, którymi można się „najeść” na 5 minut. Wybór jest spory, można przebierać, aż zajdzie się coś odpowiedniego dal naszych upodobań.

Oj, niełatwo jest Polakom nabyć w Holandii dobry chleb, a przynajmniej taki, do którego w Polsce przywykliśmy. Sklepy polskie i tureckie sprzedają swojskie chleby, jednak ich jakość również pozostawia wiele do życzenia. Swego czasu kupowałam pieczywo w w / w punktach, ale bardziej z sentymentu i tęsknoty za znanym smakiem. Po kilku miesiącach lub latach nastąpiła u mnie jednak powolna kapitulacja i czas przeznaczony na poszukiwanie chleba przeznaczyłam na jego wypiek. Nabyłam też toster 😉

A dla Ciebie mam przepis na fantastyczny, prosty chleb pełen ziaren. Piekę go bardzo często, ponieważ jest szybki w wykonaniu, bogaty w same dobre rzeczy i PYSZNY. Ten chleb nie może się nie udać 🙂 Aby ten przepić ode mnie otrzymać – wystarczy, że wpiszesz się na moją listę e-mail 🙂 Tak, to jest ta kopertka na górze strony! Uwierz, że ten przepis jest tego wart!

 

A w jaki sposób Ty poradziłaś sobie z brakiem smaku polskiego chleba? Pieczesz własny, znalazłaś fajną piekarnię, która jest warta polecenia? Podziel się ze mną i z innymi czytelnikami a jeżeli uważasz, że mój post był wartościowy – podziel się z nim na Facebook’u. Dziękuję i pozdrawiam 🙂 Elka

7 thoughts on “Holenderskie smaki – chleb

  1. W temacie chleba kombinuje już od lat. Podstawowym pieczywem są u nas nadal bułki do wypiekania w domu. Najróżniejsze rodzaje i smaki, każdy wybiera sobie swoje ulubione. Odkąd w AH pojawiły się chlebki Liefde & Passie to jak tylko są to kupujemy je na weekend. W okolicznej piekarni (która ma kilka filii w okolicy Eindhoven i najlepsze worstenbroodjes na świecie 😉) odkryłam też vloerdessembrood. Nie jest może idealny ale daje się zjeść bez robienia z niego tostow (bo typowe holenderskie chleby tylko do tego się nadają). Czasem też wybieramy się na zakupy do Niemiec i stamtąd przywozimy chleb prawie identyczny jak polski.

    Polubienie

  2. Dziękuję za wpis 🙂 Vloerdessembrood jest chlebem na zakwasie. Klasyka gatunku. Moja Przyjaciółka z Polski piecze go regularnie i smakuje bosko. U mnie w domu albo jest za wilgotno, albo za zimno i ten chleb nie chce wyrastać. Kilka razy wyrzucałam niewyrośnięte bochenki… szkoda, ponieważ zakwasowy chleb jest najzdrowszy. Jednak nie zawsze można smaczny trafić . Ostatnio kupiłam na tagu w Eindhoven. Zapłaciłam za niego słono i NIGDY WIĘCEJ tego chleba na tym straganie nie kupię. Chleb z maszyny piekłam wcześniej, ale nie opłaca mi się ta praca – chlebek był malutki, a ja lubię za jednym zamachem poszaleć i kilka upiec 🙂

    Polubienie

  3. Bardzo rozbawiło mnie sformułowanie, że chleb w transporcie do domy wymaga specjalnej troski 😀 no cóż, tak to już jest, że nasze polskie produkty naprawdę są niesamowite i na obczyźnie ciężko pogodzić się z ich brakiem. Ja mimo, że mieszkam w Polsce też często piekę własny chleb czy bułki, ale to raczej z zamiłowania do pieczenia niż braku dobrego pieczywa w okolicy 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję za komentarz 🙂 coś o tym wiem;) już trochę przywykłam do holenderskiego pieczywa, ale jednak w dalszym ciągu jednym z najlepszych wspomnień jest ciepła kromka polskiego chleba posmarowana masłem…Wybrałam jednak Twoją opcję – piekę sama, ponieważ lubię a radość z pieczenia własnego pieczywa jest ogromna i zawsze jestem szczęśliwszym człowiekiem, gdy wyjmuję z piekarnika ciepłe bochenki. Pozdrawiam !

      Polubienie

  4. Ciekawe! I współczuję, bo chleb jak każdy Polak uwielbiam 🙂 Ja mam podobne wspomnienia z Włoch, gdzie byłam na wymianie szkolnej i mieszkałam z rodziną włoską jedząc to, co oni jedli. Po tygodniu marzyłam o chlebie, bo nutella i drożdżówki wychodziły mi uszami 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s