Kawa po holendersku

 

    Od ponad czterech lat mieszkam w Holandii. Ten czas minął jak z bicza strzelił… Wiele zebrało się opowieści o tym, jak się tutaj żyje, co się je, gdzie i jak się wypoczywa oraz pracuje…Małe i duże historie, które składają się na życie codzienne w krainie deszczowców. Niniejszym zatem zapraszam Ciebie do kraju Niderlandów. Jeżeli jesteś ciekaw/-a czego możesz spodziewać się po Holandii – może zaspokoję Twoją ciekawość, rozbawię, albo zadziwię. Zatem zaczynamy 🙂 Taaaadam

 

W związku z tym, że przy moim laptku stoi kubek kawy zaczniemy od KAWY 🙂 Zapraszam Ciebie na kawę – do Holandii 😉 Holendrzy kochają kawę i spożywają ją litrami. Jej picie jest dla nich ceremoniałem – rano, wieczór i w południe – prawie jak w pacierzu. Nawet jeżeli kawy się nie lubi, to się na nią zaprasza, wpada, umawia…  W Polsce wydaje się być to takie niezobowiązujące i lekkie. W Holandii nie ma tak łatwo. Tutaj na kawę się nie wpada. Tutaj trzeba się na nią konkretnie umówić z kalendarzem w dłoni – kiedy, na jak długo i etc. 

     Pamiętam, gdy po raz pierwszy zamówiłam kawę w restauracji otrzymałam taaaką maleńką kawusię (a nie zamawiałam espresso) plus ciasteczko. Ciasteczko jest bardzo ważne. Pamiętam również pierwszą kawę wypitą u rodziny mojego chłopaka – ponownie mała filiżanka. Hmmmm, w zwyczajnym polskim domu kawa zazwyczaj podawana była w szklankach wciśniętych w paskudne koszyczki albo i bez nich. Chwała za to, że ta metoda serwowania czegokolwiek przeszła do lamusa na rzecz kubków o przyzwoitej wielkości. A tutaj – malutka filiżanka lub kubeczek. Dla mnie było to jedno z pierwszych spotkań ze zwyczajami Holendrów i bardzo mnie zaskoczyło. Odebrałam taką kawę jako informację – wypij i nie rozsiadaj się 😉 No bo przy takiej maleńkiej kawce, to nawet się człowiek nie nagada, nie wygada…Wypije się to to i o suchym „pysku” będzie się siedziało przez następny kwadrans, albo i dłużej??? Nie do pomyślenia. Podejrzewałam, że takie filiżaneczki to tylko dla gości są z szaf wyciągane (jak w Polsce), ale nie… Na szczęście przywykłam i już mnie te zwyczaj nie dziwi.

   Chociaż, jeżeli spojrzeć z innej perspektywy to rozwiązanie w postaci mini – kawy jest bardzo praktyczne. Szczególnie wówczas, gdy gość w domu niemiły, albo my chcemy jak najszybciej wziąć nogi za pas i nawiać. Formalność kawy zostanie dopełniona i wiuuuuu. I nikt nam nie może zarzucić, że się zasiedzieliśmy. A tak a propos – w Holandii chyba nie istnieje określenie „zasiedzieć się”, lub „zostań jeszcze chwilę”. Wszystko musi działać jak w zegarku.

     Jak już wspominałam do kawy obowiązkowo podaje się ciasteczko lub kawałeczek czekolady.  W Polsce stawia się na stole paczkę ciastek lub ciasto ułożone na talerzu. Hasło temu towarzyszące brzmi – bierzcie i jedzcie. No i się bierze i się je i jest fajnie, jeśli ciasto jest smaczne. I co najwyżej gospodyni domu pomstuje dopiero po naszym wyjściu, że zeżarliśmy taaak dużo taaak dobrego ciasta, bo ona liczyła na to, że jeszcze jej na kolejne kilka popołudniowych kaw ciacha wystarczy 🙂 Natomiast w Holandii na jedną kawę jest przydział w postaci jednego ciasteczka. Zarówno w restauracjach (uwaga – ciasteczko jest gratis, albo tak nam się wydaje), jak i w domach prywatnych. Owszem – przydarza się, że gospodarz szaleje i stawia na stole puszkę z ciastkami mówiąc – weź jeszcze jedno, jeśli masz ochotę. Znając jednak holenderskie zwyczaje „przy kawie” sięgnięcie po kolejne ciasteczko wydaje się być nietaktem 🙂 

     Często gospodarz „z ręki” podaje przydział ciastkowy i przed naszym nosem zatrzaskuje pudełko z pysznościami ( podobno jest to troska o to, aby ciastka  nie wysychały – dla imigrantów – wyraz skąpstwa Holendrów). Dla mnie jest to informacja – jedno i koniec zabawy.  Idealne rozwiązanie dla tych, którzy są na diecie 🙂

     Najdziwniejsza sytuacja przydarzyła mi się podczas pracy. To był pierwszy rok mojego pobytu w Holandii. Sprzątałam razem z koleżanką u pewnej starszej pani. Kobieta z nawykami. Przygotowała dla nas kawę. Ja piję czarną, bez mleka i cukru. Koleżanka nadrabiała za mnie. I mleko i cukier. Zwyczaj (wg. mnie) nakazuje, aby gościowi (obcemu człowiekowi) podać mleko i cukier do własnej dyspozycji. Ale nie u tej pani… Starsza dama (?) zapytała koleżankę – ile kostek cukru? Odpowiedź -jedna. Siuuup kostka cukru do kawy (z ręki). Mleko – poproszę. Siuuup mleko do kawy i pytanie – czy to wystarczy? No cóż, przy takich wyliczeniach automatycznie odpowiada się, że wystarczy. I ciasteczko…. po którym puszka brutalnie została zatrzaśnięta. Dostałyśmy nawet propozycję , że jeśli mamy ochotę, to możemy jeszcze raz się poczęstować. Nie skorzystałyśmy. Z czasem okazało się, że opisana wyżej sytuacja jest bardzo typowa dla  Holendrów, ponieważ w większości holenderskich domów i ciastko i cukier (a czasami i mleko) do kawy otrzymuje się wg. upodobań gospodarza, który niekiedy jest tak usłużny, że nawet nam łyżeczką w naszej kawie cukier zamerda 😉 Taka dbałość o gościa OOO

     No i te malutkie filiżaneczki…. Chcąc nie chcąc muszę odginać mały paluszek trzymając takie maleństwo za uszko, gdyż inaczej albo się nie da, albo – nie potrafię 🙂 Jest w tym jednak pewna elegancja – a może przydarzy mi się filiżaneczka z najcieńszej porcelany i wówczas ten szpanersko odgięty paluszek będzie jak znalazł. Warto potrenować 🙂

     P.S.  My pijamy kawę i herbatę w polskim rozmiarze i tylko czasami korzystamy z filiżanek a do tego podaję swojski talerz, słój lub puszkę wypełnioną wypiekami własnej roboty i często muszę powtarzać – to jest do jedzenia a nie do patrzenia 🙂

     P.S. znam jedno miejsce, w którym nie podaje się ciasteczka do znacznie zawyżonej cenowo kawy. Lotnisko w Eindhoven. Gdy zamówiliśmy tam kawę po raz pierwszy szybko poczułam rozczarowanie. No bo – gdzie jest ciasteczko??? Wszak ono jest jak amen w pacierzu. Szukałam, czekałam i nic. I chociaż zazwyczaj wydaję moje czekoladki i ciasteczka kawowe to jednak niesmak i brak pozostał. 

Uwaga! sytuacje przeze mnie opisane są prawdziwe, jednak jak zawsze należy wziąć pod uwagę to, że są to zachowania stereotypowe. Nie każdy Holender wylicza wszystko, dokładnie co do okruszka ( a jeśli nawet wylicza, to nie daje nam tego po sobie poznać).

A Wy z jakimi zwyczajami związanymi z piciem kawy lub herbaty spotkaliście się podczas podróży po świecie? Podzielcie się, proszę tutaj na blogu. W końcu – co kraj to obyczaj 🙂

 

 image

Zapisz

13 thoughts on “Kawa po holendersku

  1. bardzo rozbawił mnie wpis i te maleńkie filiżaneczki… Jakoś nie znam za bardzo światowych tradycji picia kawy. Jedynym rytuałem jaki znam to picie herbaty. Babcia czasem piła herbatę na rosyjski sposób. Jeśli w ogóle można nazwać to piciem. Parzy się, albo gotuje herbatę w samowarze. Ma być mocna prawie czarna. Z tego dziwnego urządzenia nalewa się gorący płyn do małych filiżanek nie tak małych jak u holendrów. I co ciekawsze nie pije a macza się w niej kostki cukru. Mokry cukier wędruje do ust. Po pewnym czasie herbata robi się słodka aż gęsta i wtedy babcia małymi łyczkami popijała z filiżanki. Chociaż ponoć tradycja mówi żeby moczyć cukier do ostatniej kropli herbaty. Mnie osobiście mdli na samą myśl, ale cóż co kraj to obyczaj i być może Rosjanie są przyzwyczajeni do takiego picia herbaty. Ostatnio tez słyszałam, ze już tylko w niektórych regionach ten zwyczaj ocalał. Może to i dobrze, na pewno dobrze dla zębów 😀 Pozdrawiam…

    Lubię to

  2. Akurat dzisiaj w pracy byłam świadkiem wymiany zdań moich holenderskich kolegów i skojarzył mi się od razu Twój tekst który przeczytałam kilka dni temu… Rozmowa dotyczyła przyjęć urodzinowych i jeden z kolegów jako bardzo zabawny i dziwaczny zwyczaj przedstawiał zwyczaj panujący w u jego limburskich krewnych (którzy dla prawdziwych brabanderow są prawie jak obcokrajowcy). Ci dziwacy mają taką tradycję, że na przyjęciu urodzinowym zjadają po 2(!) kawałki ciasta (limburskiego vlaai). I była to tak zabawna anegdota, że wszyscy pękali ze śmiechu… Dla nas, u których stoły nie tylko na przyjęciach urodzinowych uginaja się od jedzenia, zabawne jest to, że te 2 kawałki ciasta tak ich poruszają…

    Lubię to

  3. Moja teściowa typowa holenderka też ma takie mini filizaneczki. Ale jak my tam wpadamy na odwiedziny mój a jej syn sam sobie z poleczki słodkości wyciaga. U mnie zawsze sa ciacha na stole i kawka w normalnych kawowych kubeczkach. Hehe i uwielbiam parzona prawdziwą kawke a nie te chemiczne ala kawowe posmaki. A co do herbaty… cóż z tego co zaowazylam pytając o rodzaj herbaty (tak o rodzaj pytaja) smak dodatki to zawsze dolewaja 2 porcje wody. I racja bo za drugim parzeniem herbata lepsza niż za pierwszym. Pozdrawiam smakoszy dobrej kawki😉

    Lubię to

  4. Witajcie kobitki. Czytajac kawowe opowiadania pomyslalam o moich pierwszych doswiadczeniach takze 4lata temu jakos. Jesli chodzi o kawowy „przydzial”i podawane z reki do kawy kostki cukru podpisuje sie. Mam dokladnie te same doswiadczenia. Inne jest tu pojecie goscinnosci. Z jednej strony to jest ok bo dziala w dwie strony i jak mam gosci nl to nie musze nadskakiwac i nie jestem „zatroskana”kiedy sobie w koncu pojdzie.
    Ogolnie fajna stronka. Wlasnie ja odkrywam powolutku zanim nadejdzie wyjazd do Pl na wakacje czyli 15/7 na 3tyg. Potem znow wroce i pogadamy 🙂 🙂 🙂 🙂
    Ania (Leda to moje nazwisko )

    Lubię to

  5. Witacie! Czytajac Twoj blok od razu pomyslałam jak Twoja mentalnosc Elu jest bardzo polska..Wiadomo ze co kraj to obyczaj i te wrazenie,,, oj oni sa inni niz my tam w PL ,,tak bardzo dziwi.
    Tak to prawda sa inni ale czy gorsi? Równiez to zdziwienie naszymi zachowaniami jest dla nich tez co nieco zadziwiajace..Mieszkajac tutaj od 10 lat mogłabym zaczac równiez rozwodzic sie nad tym co w Polsce mnie dziwi.
    Ile do kawy mozna zjesc ciasta? Po co gospodarze wystawiaja wszystko co maja na stół jak przychodza goscie?Te wystawne komunie,wesela ,po co to ,dla kogo? Przeciez teraz wszyscy chca sie zdrowo odzywiac,wiec po co mi zjesc pół blachy ciasta i litr kawy wzglednej jakosci.
    Dlaczego w Polsce nikt nie pyta tylko,,wpada,, bez umówienia wczesniej i to o godzinie o której mi niepasuje,plus niepunktualnie.Dlaczego ludzie sie nie pozdrwaiaja mimo ze sie znaja,nikt sie nie usmiecha,wiecznie narzekaja….
    Tych zachowan mozna liczyc bez konca.Za kilka lat pobytu za granica tez to zauwazysz i wiele jeszcze innych rzeczy..Mentalnosc sie zmienia.

    Pozdrawiam z Holandiii

    ps.moje wrazenia sa bardzo podobne do odczuc znajomych którzy tutaj dłuzej mieszkaja.

    Lubię to

    1. Bogna, dziękuję za reakcję 🙂 Pisząc ten post wspominałam czasy, gdy przyjechałam do Holandii kilka lat temu i pierwszy raz zostałam skonfrontowana z holenderskimi zwyczajami, a konfrontację tą próbowałam opisać lżej i żartobliwie. Przyjechałam do Holandii całkiem niedawno, ponieważ 4 lata temu, ale jednak wystarczająco dużo czasu minęło, aby zdążyła ewaluować w tym kraju i inaczej postrzegać pewne sprawy. To prawda, że przyjechałam tutaj z polską mentalnością, polskimi przyzwyczajeniami i ze zdziwieniem patrzyłam na miejsce, którego nie znałam i w dalszym ciągu jeszcze nie znam. Co nie oznacza, że uważam w tym przypadku Holendrów za gorszych. Podziwiam pewne cechy tego narodu, ale są też cechy, których nie lubię. Podobnie w przypadku Polaków – cenię pewne polskie obyczaje i zachowania i chcę je w pewien sposób u siebie podtrzymywać, ale to nie oznacza, że Polska jest wg mnie the best. . Osobiście nie przepadam za „wpadaniem” bez zapowiedzi, zastawianiem się po to, aby się wystawić, nieuprzejmnością a gdy mowa o niepunktualności to mi zęby szczękają 🙂 i takie upodobania nie pojawiły sie u mnie pod wpływem Holandii. Co kraj to obyczaj, co nie oznacza, że są to obyczaje gorsze. Są po prostu ciekawe. Czy, gdy sięgniesz pamięcią 10 lat wstecz nie wracają do Ciebie odkrycia, spostrzeżenia, zaskoczenia, których doświadczyłaś podczas kontaktu z Holendrami? Założę się, że z pewnością wielokrotnie otworzyłaś szerzej oczy ze zdumienia a nie ze zniesmaczenia 🙂
      Pozdrawiam 🙂

      Lubię to

  6. Ja wymyśliłam dla siebie kawę” prozdrowotną” i innej już nie piję nawet gdyby mnie poczęstować – dla skąpców idealny gość. Przez koffiezetapparat przepuszczam ekstrakt do kubka gdzie jest już łyżeczka oleju kokosowego. Wlewam do miksera, dodaję łyżeczkę stewii, miksuję, otrzymuję lux latte, przelewam z powrotem do kubka. Temperatura kawy jest akurat do picia. Nie trzeba schładzać mlekiem. 🙂 piję bez wyrzutów sumienia choć tyle z tym „zachodu”. Po takiej rozkoszy żadna inna mi nie smakuje. Nie wymagane ciasteczko. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s