Za – padanie

Powiem szczerze i bez skrępowania – napięcie dzisiejszego dnia prawie doprowadziło mnie do łez. Zmęczyłam się. Od tygodnia pada i chociaż niekiedy naprawdę lubię, gdy niebo płacze i pozytywnie patrząc – mieszkam w regionie Holandii, gdzie opady deszczu mało dały mi się we znaki, to jednak miarka zaczęła się przebierać. Moje ciało woła, krzyczy wręcz domagając się słońca i ciepła. Zmęczone mięśnie chcą się ogrzać i zrelaksować gdzieś tam w ogrodzie, na trawie, pod orzechem. Nie żebym miała ogród wyjątkowo piękny i zachęcający niczym z wakacji pod gruszą. Co to – to nie 🙂 Ale wyliniała trawa jest, barbecue jest, stół i krzesła też a nawet wspomniany wyżej orzech rośnie sobie i daje owoce. I prawie zapomniałabym o krzaczku agrestu i czarnej porzeczki 🙂 Pełen wypas. Można się „rozkładać” na trawie i wygrzewać.

Tak sobie marzę… Póki co – pada, albo leje jak z cebra, grzmi od czasu do czasu. Typowa jesień. W ubiegłym tygodniu lunęło i zgradowało nas kawałkami lodu do tego stopnia, że aż kanalizacja zbuntowała się i wybiła nam do mieszkania. Wpadłam w panikę, gdy fontanna wody prysnęła z umywalki w kierunku odwrotnym do przewidzianego, o WC nie wspominając. Można się zmęczyć? No można… więc się zmęczyłam i napięłam. I po dzisiejszym , kolejnym mokrym dniu w ramach buntu wybrałam się z J. na szperanie po kringloopie ( holenderskie „sklep” z używanymi przedmiotami) w poszukiwaniu skarbów. Czy znalazłam? Ha, znalazłam 🙂 Ale o tym będzie w innym odcinku.

I zamarzyło mi się również ogrzać moje ciało dobrym smakiem, zatem postanowiłam zafundować sobie wypaśną kolację 🙂 Czy się udało? A jak! Czy zmniejszyło napięcie? Pewnie, że tak. Może jeszcze nie tak do końca, ale jestem na dobrej drodze. Dobre jedzenie czyni cuda, a jeżeli towarzyszy temu wino – można przeżyć do tego stopnia, aby napisać posta (albo post).

Zatem – co się je w napięciu? Przede wszystkim je się dobrze, zdrowo, lekko i smacznie. Wskazane jest przeze mnie komponowanie posiłku popijając leniwie wino. Wówczas przegląd lodówki pod kątem „to co ja sobie dzisiaj zjem” jest znacznie łatwiejszy. A co pojawiło się na moim talerzu w celu zmniejszenia napięcia? Proszę bardzo ( nie pytajcie o proporcje – te możecie dopasować wg własnego uznania ).

 

Sałatka letnia z zapiekanym serem pleśniowym

świeże liście szpinaku

suszone figi

truskawki

plasterki bekonu

orzechy włoskie

szparagi zielone

gruszka

pestki słonecznika

ser pleśniowy w drewnianym pudełku

dressing – jaki lubicie

oliwa  z oliwek, syrop daktylowy (ewentualnie)

Bekon wrzuciłam na patelnię grillową razem z gruszką i szparagami – dodatkowy tłuszcz jest zbędny. Ser podgrzałam w piekarniku. Co do reszty – wyłożyłam wszystko na duży półmisek, ew. talerz. Polałam dressingiem. Dodałam pyszności z patelni grillowej a do tego ser. A następnie cieszyłam się smakiem. Proste, prawda? 🙂

SONY DSC

Zapisz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s